9.05.2011r Poniedziałek.
Po dość ciężkim, jak dla mnie dniu zasiadam nareszcie do komputera, żeby pochwalić się co dzisiaj ciekawego zrobiłem, lub czego nie zrobiłem. :)
Otóż w dniu dzisiejszym miałem zaszczyt uczestniczyć w szkolnym konkursie karaoke w języku angielskim. Zająłem drugie miejsce i mimo, że to nie jest zły wynik, to czuję w sobie ten niedosyt po kolejnej przegranej z "smutami", tj. piosenkami o miłości, które mają ludzi zdołować.
Oczywiście nie mogło obejść się bez pomyłek, a jako, że piosenka, którą śpiewałem, a raczej rapowałem (bardziej preferuję rap, bo nie potrafię śpiewać. :]) jest naszpikowana przekleństwami, i tymi drobniejszymi, i tymi najgorszymi, to musiałem skupić się na tłumieniu tych słów, co nie zawsze mi wychodziło i parę raz wymsknęło mi się. Nie jestem z tego powodu zawstydzony, bo to też część języka.
Rozpocznę teraz mój krótki opis i ocenę dzisiejszego dnia. Jestem zdania, że obserwowanie własnych zachowań i osiągnięć oraz ich ocenianie jest bardzo dobre, jeśli chce się coś w sobie poprawić, tak więc będę to teraz robił codziennie, pod koniec dnia.
Godzina 7.00 i znów mozolne wygrzebywanie się z łóżka, dla mnie trwające chwilę, lecz w rzeczywistości zajmuje mi to około 20 minut. No tak, dzisiaj był spóźniony występ z okazji ustanowienia konstytucji. Przypomniałem sobie o tym i o nakazie ubrania się uroczyście. Lubię uroczysty strój. Dodaje powagi, nadaje posturę, lecz w gimnazjum pełnym dresów i idiotów człowiek wyglądający poważnie to sztywniak i kujon.
8.00 Rozpoczynamy ten piękny dzień jeszcze piękniejszą informatyką... z 15 minutowym opóźnieniem. Potem język angielski, co kojarzy mi się ze znudzeniem, a świadomość, że uczymy się w Polsce tego języa tak idiotycznie, jeszcze bardziej mnie irytuje.
No i matematyka, królowa wszystkich nauk. Bzdura. 3+ z pracy klasowej. Chociaż mogło być 4, gdybym nie dostał napadu furii na teście. :/
No i najważniejsza uroczystość dnia, długo zapowiadany występ naszej pięknej i wykształconej młodzieży. Działo się to, co przewidywałem. Wychodziło parę osób, wyrecytowało z pamięci wierszyki i poszło. 20 minut słuchania, ogólnie rzecz biorąc, to można było ten występ puścić w radio.
W-f, znane bliżej jako wychowanie fizyczne. Sam się sobie zdziwiłem, że po 10 minutach latania za piłką dostałem zadyszki.
Nareszcie powrót do domu, szamanko na szybko i szykować się do występu.
O 18. Wróciłem do domu, zjadłem kolację, obejrzałem jeden z moich ulubionych seriali - JAG. Potem odrobiłem lekcje i przystąpiłem do napisania mojej notatki.
*W tym momencie następuje oficjalne zakończenie poniedziałku*